Dobry przekład jest dobry przede wszystkim dla kultury, do której wchodzi (i dla jej użytkowników). Dopiero w drugiej kolejności istotna jest jego wierność oryginałowi. Pisaliśmy o tym już wielokrotnie. Dziś chcemy pokazać, jak bardzo ta zasada dotyczy literatury dziecięcej. Temat podjął już przed laty wielki polski poeta, tłumacz i teoretyk przekładu Stanisław Barańczak. Dlaczego tłumacz podczas pracy nad przekładem wiersz dla dzieci ma prawo do wielu odstępstw, nie tylko w obszarze językowym, ale również w warstwie lirycznej akcji tekstu?

Barańczak to prawo sankcjonuje już na samym początku swojego artykułu na temat tłumaczenia dziecięcej poezji. W „Rice pudding” i kaszka manna wskazuje, że zbiorki poetyckie dla dzieci często wydawane były pod nazwiskami tłumaczy, nie właściwych autorów, czasem z dopiskiem „na podstawie wierszy…”. Oryginalne obcojęzyczne wiersze dla dzieci bywają bowiem zwykle jedynie inspiracją, a praca tłumacza śmiało może mieć wówczas status autonomicznej.

Dlaczego więc poezja dziecięca tak często przybiera postać przekładu wolnego? Wynika to przede wszystkim ze specyfiki odbioru czytelnika, jakim jest dziecko. Uznaje się powszechnie, że jeśli świat przedstawiony w tekście jest dziecku obcy, to nie może ono docenić tekstu tak, jak mu się to należy. Jak zaznacza jednak Barańczak, „nie chodzi to o świat przedstawiony o charakterze np. fantastycznym: do takiego wyobraźnia dziecka ma dostęp, i to z pewnością nawet łatwiejszy niż wyobraźnia dorosłego”. Chodzi więc np. o zawarte w tekście różnice kulturowe i nawiązania do rzeczywistości pozajęzykowej. Weźmy choćby tytułowy przykład z artykułu Barańczaka. W Anglii znanym dziecięcym „przysmakiem” jest pudding z ryżu, którego polskie dzieci raczej nie jadają. Czy czytając zatem w wierszu o swoich rówieśnikach, kręcących nosem na pudding, mogą się z tym utożsamić? Nie, będzie to dla nich obraz obcy, obojętny. Dobry tłumacz pudding ryżowy zastąpi więc… kaszką manną. Bo komu manna nie kojarzy się z małym koszmarkiem dzieciństwa?

Czy istnieją inne rozwiązania niż tego rodzaju adaptowanie tekstów „do polskich realiów”? Być może, ale na pewno nie możemy zaliczyć do nich przypisów, na które wciąż decyduje się część tłumaczy. O ile w poezji dla dorosłych można znaleźć dla nich pewne uzasadnienie, to w poezji dziecięcej już z pewnością nie. Specyfika odbioru tekstu przez dziecko, sposób jego wejścia w tekst i świat przedstawiony jest zupełnie inna niż u dojrzałego czytelnika i nie pozwala na przetykanie go technicznie i sucho brzmiącymi wyjaśnieniami na marginesie.

Takie ustępstwa i zamiany nie miałyby rzecz jasna uzasadnienia w poezji dla dorosłych. Natomiast dziecko… to tylko dziecko. Czego się dla niego nie robi?