Tłumacz zdecydowanie zbyt skromny jak na swój literacki i językowy talent oraz jakość tworzonych tłumaczeń. Choć jego tłumaczenia robiły ogromne wrażenie i odnosiły liczne sukcesy, Bronisław Zieliński wciąż utrzymywał, że pisanie to nie natchniony dar z niebios, lecz rzemiosło, a sukces można odnieść tylko dzięki wysiłkowi włożonemu w pracę. – Nie ma co liczyć na muzę – mówił.

Bronisław Zieliński najbardziej znany jest z tłumaczenia prozy Ernesta Hemingwaya, Johna Steinbecka i Trumana Capote’a. Wszystkich trzech znał osobiście, dzięki czemu jak nikt inny mógł zrozumieć sensy ich twórczości i stworzyć tak dobre przekłady. Najbardziej uznanymi dziełami Zielińskiego są polskie wersje Stąd do wieczności i Cienkiej czerwonej linii Jamesa Jonesa, Ojciec chrzestny Maria Puzo oraz Moby Dick Hermana Melville’a, który przez specjalistów od przekładu uznawany był za kongenialny (czyli dorównujący geniuszem oryginałowi).

Zieliński miał swój ścisły system pracy. Do pisania zasiadał codziennie o poranku i zajmował się tym przez z góry określoną liczbę godzin. Pisał ręcznie, siedząc przy biurku, otoczony łowieckimi trofeami w swoim gabinecie. Średnio nad przekładem jednej książki spędzał cztery miesiące. W tym czasie czytał oryginał aż dziesięciokrotnie!

Miał ogromną świadomość różnic dzielących polszczyznę i język angielski. Choć angielszczyzna jest o wiele bardziej lapidarna, a np. Hemingway chętnie używał krótkich, jednosylabowych słów, to jego zdaniem zachowanie wierności wobec oryginału nie jest nieosiągalnym zadaniem. I tak polskojęzyczne wersje utworów Stary człowiek i może czy Komu bije dzwon są nie tylko wierne treściowo, ale też zachowują podobny co oryginał układ linearny.

Bronisław Zieliński jest zasłużonym tłumaczem także dlatego, że podjął się pracy nad tematem, który w Polsce nie miał zbyt wielkich tradycji. Chodzi o żeglarstwo, które w Mobym Dicku stanowi ważne zagadnienie. Przetłumaczenie dzieła wymagało od niego zajrzenia do wielu specjalistycznych pozycji i rozmów z fachowcami w tej dziedzinie. – Poznałem wszystkie niemal detale ożaglowania statku. Tak że bez mała mógłbym być jego kapitanem” – zapewniał z przymrużeniem oka po zakończeniu prac nad przekładem.

Jak każdy dobry tłumacz, Zieliński nie mógł też czasem nie skrytykować kolegów po fachu. W wątpliwość podawał m.in. poprawność tłumaczenia najsłynniejszej szekspirowskiej kwestii „Być albo nie być”. W jego przekonaniu słowa Hamleta prawidłowo powinny brzmieć „Być czy też nie być, oto jest pytanie”.

Zieliński tłumaczył tylko to, co lubił. Sądził, że tłumacz powinien mieć tylko jedną specjalizację językową. Mało tego – uważał, że dobry tłumacz specjalizuje się w twórczości tylko jednego autora. Dla Zielińskiego takim twórcą z pewnością był Hemingway.